Sprawa Nord Stream w sądzie. Polska zawalczy z Niemcami o swoje prawa

0.00 avg. rating (0% score) - 0 votes
Sprawa Nord Stream w sądzie. Polska zawalczy z Niemcami o swoje prawa - niezalezna.pl

foto: William Tennent Bersing/https://creativecommons.org/ licenses/by-sa/2.0/

W połowie grudnia w Sądzie Administracyjnym w Hamburgu odbędzie się rozprawa sądowa, dotycząca ułożenia Gazociągu Północnego. Uniemożliwia on rozwój polskich portów w Szczecinie i Świnoujściu. Niemiecki sąd rozpatrzy skargę Zarządu Morskich Portów Szczecin i Świnoujście (ZMPSiŚ) na stronę niemiecką w tej sprawie.

Zarząd Morskich Portów w Szczecinie i Świnoujściu jeszcze w 2011 roku odwołał się do sądu administracyjnego w Hamburgu od decyzji niemieckiego urzędu (Federalny Urząd ds. Żeglugi Morskiej i Hydrografii (BSH), który odrzucił polskie zastrzeżenia w sprawie głębokości ułożenia pierwszych dwóch nitek Gazociągu Północnego.
 
17 grudnia sąd w Hamburgu powinien podjąć decyzję czy polskie zażalenie jest zasadne. Przypomnijmy, że pomimo sprzeciwu Polskiej strony, niemiecko-rosyjskie konsorcjum Nord Stream w miejscu skrzyżowania gazociągu z północnym podejściem do naszych portów (Świnoujście/Szczecin) położyło dwie rury na głębokości 17 m, czym skutecznie zablokowało na przyszłość ich jakikolwiek rozwój. Polska strona domagała się ponownej analizy zezwolenia, aby na odcinku podejścia północnego doprowadzić albo do wkopania rury w dno morza, albo do ponownego przesunięcia jej na głębsze wody, tak aby w przyszłości mogły nad rurą bezkolizyjne przepływać statki o zanurzeniu do 15 metrów. Obecnie mogą tam pływać jednostki o zanurzeniu do 13,5 m.
 
Zarówno niemiecki rząd, jak i konsorcjum Nord Stream, od początku całkowicie lekceważyli polskie protesty. W dodatku pierwsze opnie rządu Donalda Tuska na temat Gazociągu Północnego były nad wyraz łagodne, wręcz sygnalizujące Berlinowi, iż Warszawa nie będzie zbyt mocno opierała się niemiecko-rosyjskim planom budowy gazociągu łączącego Rosję z Niemcami i całkowicie omijającego inne kraje pośrednie, w tym Polskę.
 
Przypomnijmy słowa ówczesnego ministra Radosława Sikorskiego, który twierdził w marcu 2010 r., że „niemieckie władze spełniły polskie postulaty, by gazociąg Nord Stream nie zagrażał ani teraz, ani w przyszłości dostępowi do portu w Świnoujściu”. Zbigniew Rapciak, ówczesny szef spółki Polskie LNG, publicznie twierdził, że rura gazociągu leżąca na głębokości 15 m nie zablokuje portu rozbudowywanego w Świnoujściu. Także inni ministrowie rządu Tuska oraz większość mainstreamowych mediów nie zauważali zagrożenia. Jedynie były prezes Zarządu Morskich Portów Szczecin i Świnoujście Jarosław Siergiej apelował o bardziej zdecydowane działanie i ostrzegał, że rosyjsko-niemiecki gazociąg będzie zagrażał rozwojowi portów. W jednej z rozmów z portalem niezalezna.pl Siergiej (jeszcze jako prezes) gorzko stwierdził: „wraz z Niemcami świętowaliśmy obalenie muru berlińskiego, a obecnie jesteśmy świadkami wznoszenia nowego muru, tylko tym razem jest to Mur Bałtycki. Niestety jego działania były bojkotowane przez ówczesne władze i polityków PO”.
 
Już wtedy obecny minister gospodarki morskiej Marek Gróbarczyk, jeszcze jako europoseł, mówił portalowi niezalezna.pl, że rząd Donalda Tuska nie zrobił zupełnie nic w sprawie szkodliwego dla nas gazociągu. To m.in. właśnie Marek Gróbarczyk w 2010 r. próbował, choć bezskutecznie, nakłonić rząd Donalda Tuska, aby w trybie natychmiastowym skierował poprzez odpowiednią kancelarię zażalenie do sądu niemieckiego z wnioskiem o wydanie tymczasowego zarządzenia, które wstrzyma kładzenie rur do czasu rozwiązania sporu w tej kwestii. Niestety, polski pozew został przez ZMPSiŚ złożony dopiero w 2011 roku. Także poseł PiS Joachim Brudziński od dawna powtarza, że w latach 2007-2012 polski rząd raczej wykazywał się wyjątkową gorliwością, jeśli chodzi o zaniechanie jakichkolwiek skutecznych działań w sprawie udaremnienia kładzenia gazociągu na krzyżówce z północnym podejściem do polskich portów. Oni zawsze mieli pełne usta frazesów, ale jeśli chodzi o konkretne działania i pokazanie jakiejś determinacji, to ich po prostu nie było – stwierdził w jednej z rozmów z nami poseł PiS.
 
Sprawa jest trudna do wygrania z wielu powodów. Po pierwsze: decyzję będzie podejmował niemiecki sąd. Po drugie: rury gazociągu leżą na dnie już kilka lat i znajdą się dziesiątki argumentów, aby było tak nadal. Po trzecie: skargę złożył polski podmiot. Polska w Niemczech, szczególnie w takich sytuacjach, nie jest traktowana poważnie. Wreszcie po czwarte: kwestia kosztów.
 
Ta ostatnia sprawa jest niezwykle ważna, bowiem – jak ustalił portal niezalezna.pl – ewentualne wkopanie lub przesunięcie leżących na dnie Bałtyku rur gazociągu byłoby dla Nord Streamu wyjątkowo kosztowne. Jak wynika z pisma kancelarii adwokackiej reprezentującej Nord Stream, skierowanego do sądu w Hamburgu (do którego dotarł portal niezalezna.pl), adwokaci konsorcjum informują, że ewentualna decyzja sądu, nakazująca przesunięcie dwóch rur, wiązałaby się z ogromnymi kosztami. Przede wszystkim gazociąg, który jest od 2012 roku czynny, należałoby zatrzymać na czas przebudowy na minimum sześć miesięcy. To mogłoby pociągnąć za sobą straty wynoszące minimum 840 milionów euro. Do tego – czytamy w piśmie kancelarii reprezentującej Nord Stream – doszłyby straty związane z uzyskiwaniem zysków płynących z przesyłki i sprzedaży gazu. Tak więc łącznie ich straty mogłyby przekroczyć nawet 1 miliard euro.
 
NIE PRZEGAP! Jutro w „Gazecie Polskiej Codziennie” komentarz w tej sprawie ministra Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej Marka Gróbarczyka w tekście pt. „Nie jest za późno! Polska walczy o przyszłość portów”.

 

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


*