Cykl: Zagrożenia duchowe Cz.XXI „ASTROLOGIA – trochę o jej historii i trochę o jej współczesności”

0.00 avg. rating (0% score) - 0 votes

Bildergebnis für astrologia

Foto: www.oarquivo.com.br

Na wstępie wypadało by zacząć od definicji encyklopedycznej, czy też podręcznikowej, która odnosi się do tej nazwy, która to nazwa z kolei oznacza dosłownie „liczenie gwiazd”. No, ale astrologowie nie poprzestawali oczywiście tylko na liczeniu gwiazd. W bardziej szerokim znaczeniu określenie astrologia odnosi się do zespołu przekonań określających wpływ ciał Układu Słonecznego oraz gwiazd widocznych gołym okiem na losy poszczególnych ludzi, zbiorowisk ludzkich i całych narodów.

Astrologia zakłada, iż istnieje określony związek między osobowością człowieka a wzajemnymi, specyficznymi dla daty jego urodzenia położeniami Słońca, Księżyca, pięciu planet znanych w starożytności (oprócz Ziemi), czyli Merkurego, Wenus, Marsa, Jowisza i Saturna oraz gwiazd – głównych elementów sfery niebieskiej, ze szczególnym uwzględnieniem gwiazdozbiorów tworzących tzw. pas zodiakalny.

Ludzie żyjący w starożytności, zwłaszcza parający się pracą na roli lub żeglowaniem, musieli znać się na położeniu Słońca i gwiazd, gdyż ich położenie na sferze niebieskiej wiązało się z porami roku, co dla rolników wyznaczało np. porę siewu, itp. Dla żeglarzy było zaś to niezbędne np. dla utrzymywania właściwego kursu. Wyżej mienionymi (nie bez przyczyny) zajęciamiparała sięwiększość ówczesnych ludzi. Nie znano wówczastelefonu, radia, telewizji, internetu, codziennych wydań gazet z ich prognozami pogody, w tym na każdy dzień podaną porą wschodu i zachodu Słońca, faz Księżyca, jak i każdego innego potrzebnego parametru. Ludzie ówcześni sami musieli owe parametry określać, gdyż zależało bezpośrednio od tego ich życie i mienie, a także życie i mienieich rodzin oraz całych społeczności.Przypomnijmy tu znaczenie pory wylewów Nilu dla Egiptu faraonów.Ale oczywiście taka zależność występowała także w Mezopotamii (w życiodajnych dorzeczach Tygrysu i Eufratu) oraz innych rejonach świata. Słowem, ludzie starożytni znali się na „gwiazdach” bez porównania lepiej niż ludzie w czasach nowożytnych, gdzie potrzebne dane otrzymywane są przy pomocy coraz bardziej precyzyjnych i wyrafinowanych instrumentów, włączając w to technikę satelitarną. Mogli starożytni być w naszym rozumieniu analfabetami, czyli nie posiadali umiejętności czytania i pisania, ale na określaniu pory roku czy położenia „geograficznego” (za pomocą pozycji Słońca, planet i gwiazd) znali się wystarczająco w zakresie wspomnianych potrzeb. Droga Słońca na tle gwiazdiozbiorów pasa zodiakalnego znana była w najstarszych znanychkręgach cywilizacyjno- kulturowych. Np. odczytane zostały ich nazwy w języku sumeryjskim oraz w języku akadyjskim.Dynastia akadyjska (król Sargon I Wielki i jego następcy) podbiła bowiem Sumer24 wieki przed Chrystusem, wchłaniając stopniowo, ale stosunkowo szybko, poszczególne państwa-miasta sumeryjskie (tereny dzisiejszego południowego Iraku).Kontynuatorem państwa akadyjskiego było zaś państwo babilońskie (zbudowane przez plemiona amoryckie) z najbardziej znanym władcą o imieniu Hammurabi (szósty król I dynastii babilońskiej ). W państwie babilońskim używano zaś języka akadyjskiego. Państwo babilońskie trwało od 19 do 6 stulecia przed Chrystusem, a następnie zostało podbite i wcielone, jako prowincja, w składimperium perskiego. I właśnie „użytkowany” współcześnie podział znaków zodiakalnych, z ich ramami czasowymi, wywodzi się z czasów II dynastii babilońskiej (od 12 do 6 stulecia przed Chrystusem). Nie znamy dokładnego w czasie „zakorzenienia się” tych znaków, przyjmuje się najczęściej, iż było to VI lub VII stulecie przed Chrystusem, gdy państwem babilońskim władała dynastia chaldejska. Oczywiście, inne cywilizacje miały własne nazwy znaków zodiakalnych, np. hinduska,chińska, japońska, kultury przedkolumbijskie w Ameryce Środkowej, Indianie Ameryki Północnej, etc., etc., ale w Europie i Ameryce opieramy się do dzisiaj na wersji babilońskiej (chaldejskiej). W dalszej części tej opowieści okaże się, iż przydługa dygresja historyczna ma istotne znaczenie dla oceny trafności i wiarygodności dzisiejszych wskazań tzw. astrologów. Starożytni obserwatorzy nieba oczywiście dostrzegli i rozpoznali cykliczną regularność w ruchu Słońca na sferze niebieskiej, która powtarzała się co 365 dni.Dla obserwatora na Ziemi to Słońce bowiem odbywało swoją wędrówkę po niebie, codzienniewschodząc i zachodząc, zaś w pewnych okresach roku świecąc wyżej na nieboskłonie, w innych natomiast niżej. Całoroczną drogę Słońca na niebie (koło wielkie) nazywamy ekliptyką. Gdyby Słońce swoim blaskiem nie dominowało tak bardzo nad jasnością innych obiektów na niebie, moglibyśmy te obiekty ( gwiazdy, planety) obserwować także w dzień.Dzisiaj wiemy, iż ekliptyka jest „odwzorowaniem” pozornej drogi Słońca, które widziane jest przez obserwatora ziemskiego na tle coraz innych układów gwiezdnych z powodu zmieniającego się miejsca Ziemi (i ziemskich obserwatorów) podczas obiegu naszej planety wokół Słońca. Także w starożytności stosowano metody pozwalające na odwzorowanie drogi Słońca na tle gwiazd. Ich „układ” w sferze niebieskiej, jak i znane dzisiaj w cywilizacji chrześcijańskiejnazwy gwiazdozbiorów zodiakalnych, to nie tylko spadek po Babilończykach, aletakże po starożytnych Grekach. Astrologia w starożytności miała, przede wszystkim, znaczenie jako element magii, zaś gwiazdy, Księżyc oraz Słońce rozumiano jako instrument, którym bogowie wpływają na bieg zdarzeń na Ziemi.

Astrologia w dzisiejszym znaczeniu rozwinęła się w średniowieczu, głównie jako skutek uboczny ekspansji islamu (wodzowie arabscy podbili znaczną część imperium perskiego i dużą część basenu Morza Śródziemnego). Ze światemislamu kontakty chrześcijańskiej Europy miały nie tylko charakter konfrontacjimilitarnej, ale także rozwijały się w sferze handlowej oraz wymiany w sferze, którą dzisiaj określilibyśmy, jako naukowo-kulturalną. W ramach owej wymiany do Europy zaczęły docierać dzieła greckie, staroegipskie, chaldejskie a nawet napisane w jęz. hebrajskim, nieznane w Europie, zapomniane, bądź uznane za zaginione, tyle że w tłumaczeniach na język arabski. Trzeba było je zatem przełożyć na łacinę. I tak, poczynając od IX wieku po Chrystusie, zaczyna się w Europie średniowiecznej rozwój astrologii. W klasztorach mnisi-kopiści pilnie przepisywali odręcznie wiele dzieł, w tym nie tylko związanychz astrologią. W wieku XI ze szkół przyklasztornych zaczynają powstawać pierwsze uniwersytety, potem każdy bogatszy władca ma ambicję ufundować uniwersytet, a niektórzynawet po kilka. Nastaje moda na posiadanie wśród dworu władcy osób wykształconych, które potrafią przeczytać, napisać oraz interpretować to, co oni sami lub inni napisali. Z biegiem czasu zapotrzebowanie na ich usługi stale rosło. Ludzie byli zainteresowani np. czy wdacie zaistnienia ważnych, a przewidywanych wydarzeń, będzie sprzyjająca im czy tez niesprzyjająca, konfiguracja ciał niebieskich. Jeśli np. dotyczyło to daty ślubu, przy niepomyślnych prognozach możnabyło ślub przełożyć na inny termin. Podobne znaczenie miało określenie daty wyruszenia w daleką podróż, zwłaszcza morską,która w przewidywanym momencie zakończenia mogła mieć niesprzyjająca konfigurację planet czy gwiazd. Dla władców tego rodzaju korelacje miały znaczenie przy ustalaniu np. daty bitew. Dla przykładu,w końcu epoki średniowiecza, podróż np. z południowych rejonów Francji (Prowansja) do Paryża, gdy podróżowano pojazdami konnymi, trwała nie krócej niż dwa do trzech tygodni, w zależności od pory roku.

Astrologia była niezbędnym elementem edukacji ówczesnych lekarzy i medyków. Poszczególne organy ciała miały swoich „patronów” w obiektach astralnych (znanych podówczas planetach lub gwiazdach). Upuszczanie krwi (podstawowa metoda leczenia do czasu wynalezienia antybiotyków) związane było z koncepcja tzw. „humorów”. Nadmiar złych„humorów” mógł być z organizmu wydalony tylko poprzez upust krwi. Leczenie takimi sposobami bardzo przypominało „rosyjską ruletkę”, gdyż można było bardzo łatwo zainfekować rany i doprowadzić do zakażenia organizmu, którego nie potrafiono wówczas wyleczyć. Medycy zatem nie mogli opierać sięna swojej wiedzy, gdyż doświadczenie mówiło im, iż efekty terapii przy stosowaniu tej samej metody leczenia, w jednych przypadkach są pozytywne, a w innych wręcz przeciwnie. Czyli byli świadomi, iżefekty leczenia nie zależały od zastosowanego przez nich sposobu terapii, a zatem musiały zależeć od czegośinnego, wówczasłatwo już było powiązać zależności takich skutków z wpływami znanymi z astrologii. Należysobie uświadomić, iż do przewrotu kopernikańskiego (a ów przewrót nie dokonał się w ciągu jednego dnia, ani roku, zwłaszcza w mentalności tzw. przeciętnych ludzi) obowiązywał wśród ludzi, którzy mieli potrzebę lub ambicję mieć pogląd na ten temat, paradygmat w postrzeganiu świata i miejsca w nim Ziemi, oparty na geocentrycznej koncepcji Ptolemeusza. Wg opartego na niej i nie kwestionowanego przezkilkanaście wieków światopoglądu, Ziemia była centrum świata (wszechświata), wokół Ziemi krążyły Słońce i planety, a nad nimi znajdowała się nieokreślona, co do oddalenia i rozmiarów, strefa gwiazd stałych. Dopiero pod koniec XVI stulecia (1572 r.) dokonana przezduńskiego astronoma Tychona Brahe obserwacja pojawienia się nowej gwiazdy w konstelacji Kasjopei (widmo wybuchu supernowej), a następnie w 1602 r. zaobserwowane przez Jana Keplera, niemieckiego astronoma i matematyka, podobne zjawiskow konstelacji Wężownika, podważyło prawdziwość pojęcia sfery gwiazd stałych. W dzisiejszych czasach większość ludzi uznaje, iż tzw. Big Bang (Model Standardowy w kosmologii) jest jedynąi poprawną interpretacją zdarzeń sprzed miliardów lat. I przecież mało kto zastanawia się nad tym, że jest to jedyniemodel teoretyczny pozwalający na interpretację dostępnych do uzyskania danych, a nie ścisła „fotografia” rzeczywistych zdarzeń z przeszłości.

Z wymienionego powodu psychologicznie uzasadnione było wówczas odnoszenie się do stałych punktów orientacyjnych, jakimi były ciała niebieskie. Sferę „gwiazd stałych” mogły bowiem obserwować w niezmiennej postaci wszystkie poprzednie pokolenia, więc przy porównaniu czasu ich „trwania” do przeciętnej długości ludzkiego życia, wręcz narzucało się istnienie tego rodzaju zależności.

Ale najpierw spróbujmydociec, dlaczego Zodiak liczy akurat 12 gwiazdozbiorów? Koło ekliptyki (jak każde koło) dzielimy wg miary kątowej na360 stopni. W przybliżeniu zatem jeden dzień odpowiadajednemu stopniowi, zaś gdy 360 podzielimy na 12, otrzymujemy trzydziestostopniowe łuki ekliptyki, czyli jeden taki luk odwzorowuje pozorną drogę Słońca pokonaną wczasie jednego miesiąca. Mamy zatem odpowiedź wynikającą wprostz zasad geometrii. I w tym przypadku nie są potrzebneżadneskomplikowane obliczenia. Teraz trzeba tylko dopasować gwiazdozbiory, które w ciągu roku „przecina” koło ekliptyki, najlepiej dzieląc je na 12, mniej więcej równych kątowych długości. To też raczej banalnie łatwe i nic dziwnego, że nawet dla bardzo dawnychcywilizacjizwiązana z tym skala trudności nie nastręczała poważniejszych problemów do rozwiązania. Tak więc obecny zakres czasowy poszczególnych znaków Zodiaku datowany jest od czasów,wspomnianej już wcześniej,dynastii chaldejskiej w Babilonie, czyli z okresu co najmniej 500- 600 lat przed Chrystusem. Okoliczność ta ma niebagatelne znaczenie z powodu takiego zjawiska, jak precesja osi obrotu Ziemi. Należy zatem wyjaśnić, co to jest owa precesja. Ziemia obraca się wokół własnej osi. Wyobraźmy sobie, że Ziemia to taki duży, wirujący bąk. Jeśli na ów bąk działa jakaś siła, która powoduje, że oś obrotu bąka zostaje nachylona, wówczas oś obrotu zacznie obracać się wokół kierunku momentu pędu.Tak właśnie jest w przypadku Ziemi, zaś precesja jest skutkiem łącznego oddziaływania grawitacyjnego Słońca i Księżyca, powodującego nachylenie osi obrotu Ziemi. Jeśli zatem byśmy przedłużyli rzutowanie osi obrotu Ziemi na sferę niebieską, wówczas zakreśliłaby ona na owej sferze koło wokół bieguna ekliptyki. To właśnie jest zjawisko precesji, aowo koło odpowiadapodstawie stożka precesji. Skutkiem zjawiska precesjijest powolne, stopniowe przesuwanie się punktów równonocy po ekliptyce w kierunku przeciwnym do ruchu Słońca. Zakreślenie pełnego koła przez oś Ziemi trwa ok. 25.700 lat (jest totzw. rok platoński). Z prostego dzielenia wynika, iżprzesunięcie punktów równonocy na ekliptyce o jeden stopień (sferyczny) trwa ok. 71,4 lat, zaś ich przesunięcie o długość jednego znaku zodiakalnego, tj. 30 stopni, trwa ok. 2.142 lat. Od dynastii chaldejskiej w Babilonie dzieli nasze czasy już na pewno ponad 2.500 lat. Punkty równonocy (wiosenny i jesienny) obecnie, a nawet już od XVII wieku, znajdują się w rzeczywistości w innym znaku zodiaku, niż były w VI wieku przed Chrystusem. Oznacza to, ni mniej, ni więcej, iż droga Słońca, która wg tzw. horoskopów znajduje się w poszczególnych znakach Zodiaku (w danych okresach miesięcznych), faktycznie przebiega na tle poprzedniego znaku zodiakalnego. Punkt równonocy wiosennej przypadający21 marca , który znajdował się w czasach chaldejczyków w znaku Barana, obecnie znajduje się w znaku Ryb. Analogicznie punkt równonocy jesiennej wówczas wznaku Strzelca lub Koziorożca, obecnieznajduje się w znaku Skorpiona.

Poniżej przedstawiona jest droga Słońca przez znaki i gwiazdozbiory Zodiaku

Znak Zodiaku
/gwiazdozbiór/

Baran
Byk
Bliźnięta
Rak
Lew
Panna
Waga
Skorpion
Strzelec
Koziorożec
Wodnik
Ryby

Słońce w znaku
/astrologia/

21 III – 19 IV
20 IV – 20 V
21 V – 21 VI
22 VI – 22 VII
23 VII – 22 VIII
23 VIII – 22 IX
23 IX – 23 X
24 X – 21 XI
22 XI – 21 XII
22 XII – 19 I
20 I – 18 II
19 II – 20 III

   Słońce wg rzeczywistego położenia

w granicach gwiazdozbioru

19 IV – 13 V
14 V – 9 VI
20 VI – 20 VII
21 VII – 9 VIII
10 VIII – 15 IX
16 IX – 30 X
31 X – 22 XI
23 XI – 29 XI
18 XII – 18 I
19 I – 15 II
16 II – 11 III
12 III – 18 IV

Granice gwiazdozbiorów ulegały zmianom, toteż te dawniejsze, które były określane dosyć umownie, nie pokrywały się z dokonanym podziałem całego nieba przez Międzynarodową Unię Astronomiczną na 88 gwiazdozbiorów dopiero w 1925 r. Ponadto, w dawniejszych czasach głównym punktem zainteresowania, były gwiazdozbiory, przez które wędrowało Słońce oraz te graniczące z nimi, w których dostrzegano jasne gwiazdy. Z tego względu od nazw gwiazdozbiorów „zodiakalnych” pochodzą nazwy znaków Zodiaku. Ale, gdy porównamy dawniejszy podział czasowy, wg którego Słońce widziane jest w danym znaku Zodiaku, z obecną jego drogą na tle tych samych znaków, okazuje się, że Słońce widziane jest na ich tle w zupełnie innej części roku kalendarzowego (dane w wyżej zamieszczonej tabelce). Dawny podział czasowy drogi Słońca na tle znaków Zodiaku pokrywa się obecnie z rzeczywistym tylko w ciągu 47 dni w skali roku. Oznacza to, iż spowodowana, omówionym wcześniej zjawiskiem precesji, niezgodność dotyczy obecnie ponad 87 procent roku kalendarzowego. W niektórych znakach (Rak, Waga, Skorpion) znaki nie pokrywają się nawet przez okres jednej doby, w kilku innych w wymiarze od 1 do 4 dób (Baran, Bliźnięta, Strzelec, Koziorożec, Wodnik). W znaku Lwa ww. zgodność jest najwyższa i wynosi 13 dób. Na podstawie tego zestawienia można stwierdzić, iż obecnie rzeczywista droga Słońca na tle znaków zodiakalnych, jest przesunięta w stosunku do ich datowania, używanego w astrologii (znanego, m.in., z tzw. horoskopów), o czasokres jednego znaku. Ponadto w okresie od 30 listopada do 17 grudnia droga Słońca na tle gwiazdozbiorów ekliptyki, nie znajduje się na tle żadnego z 12 gwiazdozbiorów tworzących pas Zodiaku. W tym czasie odwzorowanie drogi Słońca na ekliptyce przebiega na tle gwiazdozbioru Wężownika, który tym samym jest trzynastym gwiazdozbiorem zodiakalnym.

Dla uzupełnienia niniejszych rozważań potrzebne będzie nieco informacji o tym, co możemy dostrzec obecnie, a także co mogli widzieć na „niebie” ludzie, którzy żyli przed epoką lunet i teleskopów. Gwiazdy są bowiem bliżej i dalej, świecą jaśniej i słabiej, są bardziej i mniej gorące, jedne są młode, inne zaś stare. Jedne żyją krótko, inne zaś nadzwyczaj długo. Praktycznie zaś wszystkie zmieniają się w czasie przechodząc, mniej lub bardziej, gwałtowne transformacje. O tym wszystkim wiemy, w skali historycznej, od bardzo niedawna, natomiast nie wiedzieli o bardzo wielu „obliczach” gwiazd ludzie z epoki, nazwijmy to przedatomowej. Jednakże jeden bardzo ważny parametr charakteryzujący gwiazdy był dostępny ludziom przed wspomnianą epoką. Była to, możliwa do obserwowania wzrokiem, jasność gwiazdy. Pierwszy, znany nam, katalog gwiazd, zawierający pozycję na niebie 1080 gwiazd zgrupowanych w 49 gwiazdo- zbiorach, sporządził w oparciu o ten właśnie parametr grecki astronom Hipparch w II wieku przed Chrystusem. Hipparch także, jako pierwszy, odkrył jakże ważne dla naszego opowiadania zjawisko precesji. Od katalogu Hipparcha rozpoczęło się klasyfikowanie gwiazd, nie trzeba dodawać, iż jego katalog był przez kolejnych badaczy uzupełniany, poprawiany lub zastępowany doskonalszymi. Dopiero w drugiej połowie XVIII wieku, na podstawie obserwacji astronomów Mayera i Bradleya powstał katalog liczący ok. 3 000 gwiazd, których pozycje udało się wyznaczyć z dokładnością ok.. dwóch sekund łuku, co odpowiadało pomiarowi z dokładnością do 60 m na długości południka na powierzchni Ziemi. Na cześć Hipparcha nazwano satelitę Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA – European Space Agency), który, w trakcie swojej misji realizowanej w latach 1989-1993, zebrał dane astrometryczne dla około 2,5 miliona gwiazd (HIPPARCOS – akronim od High Precision Parallax Collecting Satellite) oraz określił bardzo precyzyjnie pozycję dla ok. 120 tys. gwiazd z dokładnością do 0,7 milisekundy łuku. Dokładność pomiarów pozycji gwiazd na sferze niebieskiej wykonana przez aparaturę satelity odpowiada dokładności pomiarów w długości południka ziemskiego na powierzchni Ziemi do 2 centymetrów. HIPPARCOS zebrał wystarczająco dokładne dane o odległości gwiazd w sferze o promieniu ok. 500 lat od Słońca. Rozdzielczość aparatury satelity była tak wielka, że umożliwiałaby rozróżnienie przeciwległych boków piłki golfowej, umieszczonej na dachu wieżowca na nowojorskim Manhattanie, którą obserwowano by z Paryża lub Londynu. Opracowanie danych zebranych przez satelitę trwało ponad 10 lat i umożliwiło powstanie największego dotychczas katalogu gwiazd.

Jasność gwiazd określa się w jednostkach zwanych magnitudo („m”). Jest ona określana i obliczana dla jasności widomej, czyli dla jasności obserwowanej z punktu widzenia ziemskiego obserwatora w zakresie światła widzialnego dla ludzkiego oka. Nie licząc Słońca, najjaśniejszą gwiazdą nieba jest Syriusz (alfa w konstelacji Wielkiego Psa), dla której ta wielkość m wynosi -1,44 ( minus 1,44). Dla porównania wartość jasności widomej dla Słońca wynosi -26,84 m (minus 26,84). Czyli, im wyższy nominał przy wartości ujemnej, tym jaśniejsza gwiazda. Różnica w jasności wyrażona wielkością jednego m oznacza 2,5-krotność w natężeniu światła docierającego w danym czasie do obserwatora (dokładnie 2,512). Oznacza to, iż dla różnicy wyrażonej wielkością pięciu m, różnica w natężeniu promieniowania jest, z dobrym przybliżeniem, stukrotna (2,512 podniesione do potęgi o wyznaczniku 5). Dla Słońca i Syriusza różnica wynosi 25,40 magnitudo. Kto chce, może sobie obliczyć, ile razy silniejsza jest obserwowana jasność promieniowania Słońca od analogicznej jasności Syriusza. Pierwszy podział gwiazd wg jasności obserwowanej został wprowadzony przez Ptolemeusza Klaudiusza w połowie II wieku po Chrystusie. Podzielił on gwiazdy na sześć grup jasności, od pierwszej (najjaśniejsze) do szóstej (będące na granicy widoczności). Uzupełnił klasyfikację Hipparcha, poprawił ja i stworzył katalog z klasami jasności dla trochę ponad 1000 gwiazd. Jest on zawarty w słynnym dziele Ptolemeusza Almagest. Jeśli chodzi o jasność widomą, ten podział utrzymał się do dnia dzisiejszego. Do wartości plus 6,5 magnitudo, przyjętej jako górna granica dla możliwego do dostrzeżenia „gołym okiem” widma gwiazdy, moglibyśmy teoretycznie ujrzeć na całym niebie ok. 9.000 gwiazd (podaję ww. ilość w oparciu o dane uzyskane podczas misji satelity Hipparcos, a opublikowane w edycji Yale Bright Star Catalogue). Przy przesunięciu tej granicy w dół o wielkość 0,5 magnitudo (do plus 6,0 m), ilość takich gwiazd wynosi ok. 5.200. Czyli na granicy możliwości ludzkiego wzroku mamy prawie 4.000 gwiazd, z których sporą część człowiek o bardzo dobrym wzroku, przebywający gdzieś daleko od centrów współczesnej cywilizacji, z dala od ich świateł oraz pyłów przemysłowych, spalin samochodowych i lotniczych, smogu i temu podobnych efektów, czyli gdzieś na szczytach Andów, w czasie bezchmurnej nocy i przy nowiu Księżyca, być może mógłby zliczyć. Oczywiście, jest to w praktyce niemożliwe, gdyż nie mógłby obserwować wszystkich gwiazdozbiorów. Aby je dostrzec, musiałby przebywać zarówno w Andach na półkuli południowej jak i w Górach Skalistych na półkuli północnej. I obserwować niebo widziane z jednej półkuli w przeciągu roku, a z drugiej półkuli w przeciągu kolejnego. Ale bez precyzyjnych przyrządów umożliwiających odróżnienie pozycji każdej, możliwej do zaobserwowania gwiazdy, nie mógłby podołać takiej wyliczance.

Kończąc ten wątek, możemy przyjąć, iż ilość gwiazd, które można dojrzeć na niebie nieuzbrojonym okiem, wynosi ok. 6.000.. Gwiazdozbiory pasa zodiakalnego liczą, przy obydwu podanych maksymalnych wielkościach m, ok. 20,0% ilości takich gwiazd. Z uwzględnieniem trzynastego gwiazdozbioru (Wężownik), nieco ponad 20,0%, zaś bez jego uwzględnienia nieco poniżej 20,0%. Gwiazdy bardzo jasne, ale jednocześnie znajdujące się względnie daleko od Słońca, możemy obserwować jako słabiej świecące od gwiazd w rzeczywistości od nich mniej jasnych, ale znajdujących się znacznie bliżej Słońca. Musimy dla zilustrowania tego zagadnienia ponownie przywołać przykład wspomnianego już Syriusza. Jest to najjaśniejsza gwiazda nieba nocnego, oddalona o 8,6 roku świetlnego, należy do najbliższych sąsiadów Słońca. Gwiazdy świecące wiele razy jaśniej niż Syriusz (nawet tysiące razy), ale znacznie bardziej oddalone, z tego właśnie powodu mają słabszą jasność widomą i wyższą nominalnie jej wartość, wyrażoną w jednostkach magnitudo. Dla wyeliminowania wpływu odległości na obserwowaną moc promieniowania gwiazdy stosuje się do oceny rzeczywistej mocy świecenia pomiar jej jasności absolutnej. Mierzy się taką jasność w ten sposób, iż przelicza się dla każdej gwiazdy jej jasność świecenia, jaką miałaby ona dla obserwatora z Ziemi z odległości 10 parseków (tj. 32,6 roku świetlnego) od Słońca. Oznacza to np. , iż Słońce z takiej odległości ma jasność absolutną wynoszącą +4,86 m (plus 4,86 magnitudo), zaś Syriusz +1,45 m. Najjaśniejsze znane gwiazdy mają wielkość jasności absolutnej w granicach -12,0 i -13,0 m, określane sa jako tzw. LBV (Light Blue Variable). Najbliższa znana taka gwiazda znajduje się w odległości ponad 8.000 lat światła od Słońca (Eta Carinae). Inne znane obecnie gwiazdy z kategorii LBV są jeszcze bardziej odlegle. Gwiazd takich (hipergiganty) jest bardzo mało, „żyją” one, w porównaniu ze Słońcem, bardzo krotko (od kilku do kilkunastu milionów lat). W najbliższym otoczeniu Słońca, powiedzmy w promieniu 50 lat świetlnych, tylko dwie gwiazdy mają ujemną wartość m dla jasności absolutnej, są to Arktur (alfa w gwiazdozbiorze Wolarza), m.abs.: -0,31 m, odległy od Słońca o 36,7 lat świetlnych oraz Capella ( alfa w gwiazdozbiorze Woźnicy), m.abs.: -0,48 m, odległa o 42,2 roku świetlnego. Jak wynika z ich wartości określonej dla jasności absolutnej, w rzeczywistości świecą one kilkakrotnie jaśniej od Syriusza, ale są znacznie dalej oddalone od Słońca, niż Syriusz. Z tego powodu wydają się one obserwatorom na Ziemi wyraźnie mniej jasne, niż Syriusz. Dla porównania, najjaśniejszą gwiazdą w promieniu ca 1.000 parseków (1 parsek odpowiada odległości 3,26 lat światła) od Słońca jest Deneb (alfa w gwiazdozbiorze Łabędzia), m.abs.: -8,73 m, odległa od Słońca o ok. 3.200 lat świetlnych.

Ten fragment traktujący o astrometrycznych parametrach jest niezbędny dla wyjaśnienia, co to takiego są gwiazdozbiory (konstelacje) i czy gwiazdy w nich zgrupowane mogą mieć jakiś realny wpływ na bieg spraw ziemskich. Najpierw zajmiemy się czymś, co potocznie określa się jako „niebo”. Na nim bowiem możemy obserwować owe gwiazdy, które ludzie pogrupowali w gwiazdozbiory. Niebo, to sfera, taki jakby horyzont, gdy spoglądamy w górę, na której widzimy różne światła, czyli widma, które ludzki wzrok rejestruje, a które docierają w okolice Słońca od źródła emisji. Gdyby Ziemia była elementem innego systemu gwiezdnego, znajdującego się w innym miejscu naszej Galaktyki, wówczas niebo dla mieszkańców Ziemi zawierało by inne gwiazdy i inne gwiazdozbiory. Z natury rzeczy widoczne dla nieuzbrojonego oka są widma gwiazd jaśniejszych i znacznie jaśniejszych od Słońca. Wśród wspomnianych ok. 9.000 gwiazd, które są teoretycznie możliwe do dostrzeżenia nieuzbrojonym okiem, tylko ok. jeden procent z tej ilości to gwiazdy o mocy promieniowania zbliżonej lub mniejszej od Słońca, zaś pozostałe 99 procent to gwiazdy świecące mocniej, także tysiące, a nawet dziesiątki tysięcy razy mocniej. Oczywiście nie są to wszystkie gwiazdy w naszym otoczeniu. A znowu spośród wszystkich gwiazd w Galaktyce, szacuje się, że tylko jeden procent ich ogólnej świeci bardziej intensywnie niż Słońce, ok. 4 procent mniej więcej tak samo mocno, zaś pozostałe 95 procent gwiazd świeci od Słońca słabiej i wielekroć słabiej, w tym bardzo dużo z nich nawet dziesiątki tysięcy razy słabiej. Oznacza to, iż możemy dostrzec nieuzbrojonym okiem tylko względnie bliskie, jasno świecące gwiazdy. Wg kryterium grupowania wg klas jasności widomej, o jasności do mniej więcej + 4,5 m ( gwiazdy dobrze i dosyć dobrze widoczne) jest widocznych w ten sposób ok. 1.000 gwiazd, co zgadza się z naliczeniami Hipparcha i Ptolemeusza. Zapewne, w jakimś procencie, nie były to te same gwiazdy, których pomiary jasności oraz pozycje wg współrzęd- nych sferycznych uzyskane zostały w ramach misji satelity Hipparcos, ale stopień zgodności jest zapewne bardzo znaczny. Z tych ok. 1000 gwiazd ok. 80 procent znajduje się bliżej niż 500 lat świetlnych od Słońca, z pozostałych 20 procent większość (60 procent) znajduje się w odległości między 500 a 1000 lat świetlnych od Słońca, a kolejne 30 procent jest odległe od 1000 do 2000 tysięcy lat światła. Około 30 gwiazd znajduje się dalej niż 2000 lat świetlnych od Słońca, przy czym najdalej z nich położona (Polis) należy do kategorii najjaśniejszych znanych gwiazd tj. powyżej -8,0 m jasności absolutnej i znajduje się w odległości szacowanej na ponad 8.000 lat świetlnych. We wskazanej ilości ca 1000 najjaśniejszych gwiazd, wszystkie istotne gwiazdy tworzące gwiazdozbiory zodiakalne są w niej reprezentowane. Teraz przejdziemy do najtrudniejszego do wyobrażenia problemu, który związany jest z rzutowaniem widm wymienionych gwiazd na sferę niebieską. Jeśli sobie wyobrazimy sobie nasze Słońce jako środek sfery, i przyjmiemy taką skalę, iż Ziemia będzie znajdowała się w odległości jednego centymetra od Słońca, to kolejna najbliższa gwiazda będzie w odl. ok. 2,7 kilometra. Najbliższa gwiazda znajduje się bowiem w odl. 4,22 roku świetlnego od Słońca. Jest nią składnik C systemu gwiezdnego Alfy Centaura, czerwony, mały, chłodny karzeł o łacińskiej nazwie Proxima, czyli Najbliższa, niewidoczny gołym okiem, a nawet przez spore lunety, gdyż jego moc promieniowania jest ok. 18,5 tysiąca razy mniejsza od słonecznej. Dlatego można go dostrzec tylko przez w miarę silne teleskopy. Z czego wynika, iż jedenrok świetlny w naszej skali będzie wyrażony odległością ok. 630 metrów. Najbliższa od Słońca gwiazda tworząca kontury znaku zodiakalnego, to Pollux w konstelacji Bliźniat. Pollux (Beta Geminorum) znajduje się w odl. 33,7 lat świetlnych od Słońca, czyli w naszej skali było by to ok. 20,5 km.

W modelu naszej sfery, z jej środkiem w Słońcu i Ziemi, możemy przyjąć , iż Słońce i Ziemia to jeden malutki punkt o średnicy 1 cm. W odległości np. 1 metra od Ziemi ( i Słońca) rozpinamy wokół przeźroczysta powłokę, czyli jesteśmy jakby w środku balonu i patrzymy na tę powłokę od wewnątrz. To jest nasze „niebo”. Ziemia (i Słońce) razem z „niebem” są jakby jądrem ogromnej cebuli, której warstwy będą odkładane co 630 metrów (nasz „rok świetlny”). Czyli będą składały się na naszą cebulę-model kolejne powłoki, każda odległa od poprzedniej o 630 metrów, liczonych po promieniu sfery. Teraz przedstawię rozrzut odległości najjaśniejszych gwiazd do jasności widomej ok. +4,5 m , tworzących gwiazdozbiory zodiakalne, wg danych dotyczących ich odległości w latach świetlnych dla gwiazd tego gwiazdozbioru tj. najbliższej i najdalszej od Słońca. Jest tych gwiazd 212 i rozmieszczone są wg konstelacji, jak niżej:

 konstelacja  odl. głównych gwiazd znaku od Słońca
(w latach świetlnych)
 znak Zodiaku  odl. min.
w l. św.
odl. max.
w l. św.
 ogólna ilość gwiazd
do +4,5 mag.visual
 Wodnik  100  760  12
 Baran  60 640 7
Rak 136 300 4
 Koziorożec 40 690 12
 Bliźnięta  34 1170 21
 Lew 36 5720 24
 Waga 77 445 9
 Ryby 100 490 15
 Strzelec  90 8200 24
Skorpion 65 1790 26
 Byk 65 1920 31
 Panna 40 415 26

Ww. gwiazdy są gwiazdami Pasa Zodiakalnego, czyli gwiazdozbiorówzwiązanych z drogą Słońca po ekliptyce. Jeśli uwzględnilibyśmy pozostałe gwiazdozbiory, również będzie bardzo duże zróżnicowanie odległości od Słońca poszczególnych gwiazd składających się na gwiazdozbiór. Dlaczego tak się dzieje? Otóż jeśli na tych naszych powłokach „cebulowych”, wyskalowanych wg odległości jednego roku świetlnego,zaznaczymy pozycje gwiazd wg właściwych dla danej gwiazdy współrzędnych astrofizycznych i przeciągniemy od danej gwiazdy do Słońca linię (wzdłuż promienia światła tej gwiazdy), wówczas przecięłaby ona nasze „niebo”, czyli opisaną wcześniej,najbliższą Ziemi i Słońca powłokę naszego modelu-cebuli. W miejscu takiego przecięcia, jako obserwatorzy wewnątrz sfery, obserwowalibyśmy to jako „gwiazdę”. W taki sposóbwłaśnie rzutujemy na sferę wszystkie nasze gwiazdy. Dlatego na sferze możemy jakieś gwiazdyobserwować obok siebie, chociaż w rzeczywistości gwiazdy te nie mają ze sobą nic wspólnego i dzielą w przestrzeni kosmicznej olbrzymie odległości. Ponadto nasza sfera ma bardzomały promień w porównaniu choćby ze sferą pierwszej odległości gwiezdnej ( owe 2,7 km ) i odpowiednio małą powierzchnię. Powoduje to, ze gwiazdy na sferze obserwujemy jako gęsto obok siebie upakowane, gdyż ich widmarzutowane są na taką właśnie niewielką powierzchnię sfery. Czyli na naszej sferze nie „mamy” gwiazd , które następnie grupujemy w gwiazdozbiory, ale efekt rzutowania ich widma, które dostrzegamy, jako świecące na sferze punkty. I te punkty znajdują sięw przypadkowych miejscach, stąd pogrupowanie ich w gwiazdozbiory jest pochodnąprzypadkowych efektów owego rzutowania. Ponadto, przykładowo podane wcześniejodległości w latach świetlnych od Słońca dogwiazd Pasa Zodiakalnego powodują, iż gwiazdy te, czy to każda z osobna, czy tez pogrupowane w ramach gwiazdozbioru, nie mogą wywierać żadnego efektu na spraw bieg w pobliżu Słońca. Znajdują się one bowiempo wielokroć za daleko. Oczywiście, w dzisiejszych czasach wiemy, że w ramach obszarów przydzielonych dla poszczególnych części sfery niebieskiej, czyli właśnie gwiazdozbiorów, znajdują się jeszcze inne gwiazdy, tyle, że niewidoczne dla oka nieuzbrojonego. Tych niewidocznych okiem nieuzbrojonym jest wielokrotnie więcej. Dla przykładu podam, że w sferze o promieniu 20 lat świetnych od Słońca mamy na dzisiaj ( II półrocze 2007 r.) zidentyfikowanych 120 gwiazd (łącznie ze Słońcem) . Składają się one na88 układów gwiezdnych, z czego 23 to układy podwójne lub wielokrotne, związane ze sobą grawitacyjnie. Ponadto wykryto w tej strefie11 tzw. brązowych karłów (brown dwarfs–BD) „Brązowe karły” są to gwiazdy, które wypromieniowują energię nie w wyniku reakcji fuzji termojądrowej we wnętrzu gwiazdy, ale z powodu konwekcyjnych przemieszczeń warstw gwiazdyi rozgrzewania się ich pod wpływem ciśnienia i oddziaływań grawitacyjnych.

Są to gwiazdy o zbyt małej masie, aby wartość ciśnienia i temperatury w ich wnętrzu mogła zainicjować reakcję fuzji termojądrowej, czyli spalania wodoru w hel. Szacuje się, że ich masy mogą sięgać max. 0,05 – 0,06 masy Słońca. Ze względu na to, iż moc ich promieniowania jest bardzo niska, bezpośrednio widma takich gwiazd możemy wykryć przez silne teleskopy w najbliższej okolicy Słońca. Ok. 80 procent „klasycznych” gwiazd stanowią natomiast małomasywne, chłodne gwiazdy, tzw. „czerwone karły” (red dwarfs). O gwieździe znajdującej się w najbliższej odległości od Słońca (Proxima), która również jest „czerwonym karłem”, była już mowa wcześniej. Z tych 119 gwiazd (poza Słońcem) jedynie 22 z nich możemy dostrzec okiem nieuzbrojonym, a tylko 3 z nich świecą wyraźnie jaśniej, niż Słońce. Są nimi: Syriusz w Wielkim Psie, Procjon w Małym Psie, Altair w Orle, zaś kolejne trzy świecą z mocą promieniowania zbliżoną do słonecznej. Jeśli byśmy powiększyli promień sfery do 100, 200 czy 500 lat świetlnych od Słońca, w sferze takiej znajdą się już dziesiątki tysięcy, miliony, a nawet dziesiątki milionów gwiazd. A im dalej (głębiej) sięgamy, tym bardziej będzie rosła ilość słabo świecących gwiazd, których przy pomocy naszych instrumentów nie potrafimy dostrzec. Zaś pośród tych, które potrafimy dostrzec, głównym problemem staje się rozdzielenie, a następnie zidentyfikowanie ich widm, gdyż wiele z nich, po rzutowaniu na sferę , nakłada się na siebie, często wielokrotnie, gwiazdy przesłaniają się nawzajem, itd. itp. Oczywiście, filtrowaniem i selekcją takich danych zajmują się wysokowydajne obliczeniowe programy komputerowe oraz serwery informatyczne o potężnych mocach. Z powyższego naszkicowania wynika, iż ze względu na olbrzymie odległości między gwiazdami oraz faktem, że olbrzymia większość gwiazd to chłodny, żarzący się żużel gwiezdny, a także z najważniejszego powodu, czyli „rozszerzania się” czasoprzestrzeni, możemy w ogóle obserwować niebo i gwiazdy. W przeciwnym wypadku całe niebo świeciłoby jednorodnym blaskiem, niczym lampa kwarcowa. Nie byłoby zatem dnia i nocy, ani na Ziemi ani na dowolnych innych planetach, nie byłoby także wody w stanie ciekłym, nie byłoby więc warunków do powstania i rozwoju życia, czyli nie byłoby żadnych obserwatorów, ani nie mogli by istnieć astrolodzy oraz układacze horoskopów.

Pozostaje nam jeszcze bliższa ciału koszula, czyli ewentualne oddziaływanie właśnie ciał naszego Układu Słonecznego, tj. Słońca i planet. Ostatnio, na mocy decyzji Międzynarodowej Unii Astronomicznej, status planety utracił Pluton, mniejszy wyraźnie od większości dużych księżyców obiegających planety Układu. Otóżw Słońcu skupiasię 99,9 procent łącznej masy całego Układu Słonecznego. Natomiast w przypadku mas samych tylko planet około 94 procent ich masy ogółem przypada na planety Jowisz i Saturn. Oczywistym jest, że cały moduł astrologii powiązanyz odniesieniami planetarnymi nie uwzględniatego rodzaju zmian i faktycznych wielkości. Gdyby bowiem je uznano,trzeba by wszystkie wypracowane przez pokolenia ze sporym mozołem, sprytem ale także pomysłowością, powiązania znaków zodiakalnych ze wszystkimi aspektami życia pojedynczych ludzi, czy rodzin albo nawet narodów i państw,nie wyłączając świata w całości, wrzucić między bajki . Jeśli tylko pomyślimy o tych niezliczonych tytułach filmowych czy literackich, które swoją fabułę opierają na wymienionych „zależnościach”, wówczas straty spowodowane tak znacznym uszczerbkiem tematycznym i fabulacyjnym, które poniesiono by w przemysłach kreowania i zaspokajania tzw.kultury masowej, okazały by się niewyobrażalnie wielkie. Toteż nic w tym dziwnego, że mało kto jest zainteresowany tym, jak to bywało, a także jak jest obecnie z ową astrologią naprawdę, skoro w każdej epoce najlepiej sprzedają się złudzenia.

ANEKS

Dla zobrazowania omawianego zagadnienia podam charakterystykę dla najbliższej od Słońca gwiazdy z każdego gwiazdozbioru zodiakalnego, wg poniższych danych :

name – nazwa gwiazdy, nr katalogowy, określenie rodzaju gwiazdy

d – odległość od Słońca w latach świetlnych;

m.v. – widoma /wizualna wielkość gwiazdowa;

L – moc promieniowania w stosunku do słonecznej;

lim.–krotność obecnej mocy promieniowania, aby gwiazda mogła być widoczna

okiem nieuzbrojonym z Ziemi przy jej odległości od Słońca;

mass – masa gwiazdy w stosunku do masy Słońca;

PANNA

name: FI Virginis (Ross 128), małomasywny czerwony karzeł.

d – 10,9

m.v. – +11,43 m

L – 3.000 razy mniejsza

lim. – 90 razy większa

mass – 0,2

LEW

name: CN Leonis (Wolf 359), małomasywny czerwony karzeł.

d – 7,8

m.v. – +13,4 m

L – 48.000 razy mniejsza

lim. – 20 razy większa

mass – 0,1

STRZELEC

name: V 1216 Sagittarii (Ross 154), małomasywny czerwony karzeł.

d – 9,7

m.v. – +10,43 m

L – 2.000 razy mniejsza

lim. – 36 razy większa

mass – 0,2

BLIŹNIĘTA

name: Gliese 251 (Wolf 294), czerwony karzeł.

d – 18,2

m.v. – +10,02 m

L – 400 razy mniejsza

lim. – 20 razy większa

mass – 0,33

WODNIK

name: EZ Aquarii (Luyten 789-6), małomasywny czerwony karzeł.

d – 11,3

m.v. – +13,33 m

L – 20.000 razy mniejsza

lim. – 500 razy większa

mass – 0,1

.

Przytoczone dane astrofizyczne dotyczą składnika A, będącego częścią trzyskładnikowego

(A, B, C), związanego grawitacyjnie, układu gwiezdnego EZ Aquarii.

RAK

name: DX Cancrii (Giclas 51-15), małomasywny czerwony karzeł.

d – 11,8

m.v. – +14,78 m

L – 70.000 razy mniejsza

lim. – 2.000 razy większa

mass – 0,1

BARAN

name: Teegarden’s star (SO025300.5+165258), małomasywny czerwony karzeł.

d – 9,7

m.v. – +15,40 m

L – 200.000 razy mniejsza

lim. – 3.600 razy większa

mass – 0,08

RYBY

name:VanMaanen’s Star(GI 35),“biały karzeł”

( określenie white dwarf-odnosi się do ostatniej fazy przeksztalceń niektórych gwiazd,

są to zdegenerowane przez grawitację pozostałości gwiazdy)

d – 14,1

m.v. – +14,21 m

L – 5.300 razy mniejsza

lim. – 1.100 razy większa

mass – 0,5 – 0,7

KOZIOROŻEC

name: LP 816-60, małomasywny czerwony karzeł.

d – 17,9

m.v. – +11,41 m

L – 1.400 razy mniejsza

lim. – 90 razy większa

mass – 0,2

WAGA

name: Lalande 27173 ( GI 570), grawitacyjnie związany czteroskładnikowy system gwiezdny(A,B,C,D).

Skł. A – pomarańczowo-czerwona gwiazda typu widmowego K

d – 19,3

m.v. – +5,75 m

L – 5 razy mniejsza

lim. – widoczna okiem nieuzbrojonym

mass – 0,76

Skł. B i C – czerwone karły o jasności i masach znacznie mniejszych od Słońca

Skł. D – brązowy karzeł

SKORPION ?

BYK ?

egzorcyzmy.katolik.pl

 

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


*