Bój to ich nieostatni. Imperium Michnika kontratakuje

0.00 avg. rating (0% score) - 0 votes
Bój to ich nieostatni. Imperium Michnika kontratakuje

Nie od dziś wiadomo, że „Gazeta Wyborcza” to, parafrazując motto piłkarskiego klubu z Barcelony, „więcej niż gazeta”. Dlatego też jej dalsza egzystencja nie opiera się o prosty rachunek ekonomiczny strat i zysków. Stąd wycofanie pośredniego finansowania przez budżet państwa medialnego giganta – choć bardzo potrzebne – nie stanowi idealnego remedium na „michnikowszyznę”.

Zgodnie z nieoficjalnymi zapowiedziami płynącymi z kół rządowych, państwowe instytucje mają przestać prenumerować w dotychczasowych ilościach „Gazetę Wyborczą” oraz tygodnik „Newsweek”. Wstrzymane mają też być rządowe reklamy. Trudno nie przyklasnąć takim pomysłom. Zderzenie z wolnorynkowymi regułami popytu i podaży może okazać się dla mainstreamu bardzo bolesne. Strach jaki padł na medialne imperia od lat zaangażowane w walkę z „polskim kołtunem” ma zatem wymiar bardzo konkretny, dający się przeliczyć na euro, czy złotówki. Cała gadanina o „zamachu na demokrację” oraz rozsiewanie atmosfery grozy zdaje się wygodnym teatrum skrywającym autentyczną obawę o własną przyszłość. Przestraszeni nie na żarty salonowcy bardzo szybko odświeżyli i wprowadzili w czyn powiedzenie, że „najlepszą formą obrony jest atak”.

Adam Michnik odbierając statuetkę „auTORytetu” (sic!) przyznaną mu przez studentów dziennikarstwa stwierdził m. in. iż „w zamyśle twórców tytułu gazeta miała być instytucją służącą polskiej demokracji, a nie miejscem do zarabiania pieniędzy”. Na czym w praktyce polega ta „służba” można się przekonać obserwują dokonania „Wyborczej” na niwie walki z „wrogami postępu i nowoczesności”. W tym dziele faktycznie nie pieniądze stanowiły największą wartość. Na marginesie warto dodać, że analizowanie pewnych faktów z otaczającej nas rzeczywistości tylko na poziomie merkantylnym stanowi poważny błąd poznawczy, mogący odwodzić skutecznie od poznania prawdy. Nie ma się zatem co łudzić, że finansowe uderzenie w salonowe media stanowi idealne remedium na dokonujące się za ich pomocą „urabianie Polaków”. Są one bowiem „tylko” jednym z narzędzi w modernizacyjnym projekcie realizowanym nie tylko z resztą nad Wisłą. Dlatego też walka z nim nie może ograniczyć się jedynie do sfery medialnej. Nie można zatem ulegać jakkolwiek silnej pokusie odtrąbienia sukcesu po sprowadzeniu na „Wyborczą” kłopotów finansowych. Walka dopiero się zaczyna! Druga strona z pewnością nie będzie zasypiać gruszek w popiele.

Jedną z jaskółek medialnego przetasowania w liberalnych mediach mogą stanowić słowa skierowane przez Michnika do „ulubionego pluszaka Donalda Tuska”: Deklaruję, że jeżeli Tomasza Lisa wyrzucą z publicznej telewizji, to w „Gazecie” ma miejsce. Zapraszamy cię, Tomku. Czyżby starzejący się imperator dostrzegł w Lisie kandydata na nowego lorda Sithów? Dokonania Lisa na odcinku wojny kulturowej są wszak szeroko znane. Kierowany przez niego „Newesweek” stał się nieomal „bijącym sercem partii”, różniącym się od  ZOMO tylko modus operandi wtłaczania jedynej i słusznej prawdy w umysły Polaków. Nietrudno przewidywać, iż ten medialny transfer mógłby w nieodległej przyszłości zaowocować zmianą na stanowisku naczelnego. Znając rozmiary „ego” redaktora Lisa trudno się bowiem spodziewać, by zechciał on piastować bardziej poślednie stanowisko.

Finansowe tarapaty, w które może wpaść „Wyborcza” (o ile potwierdzą się doniesienia medialne o ograniczeniu jej subwencjonowania przez instytucje państwowe) z pewnością spowodują silne zwarcie szeregów. Co więcej, w tej sytuacji mogą ujawnić się pozostający dotychczas w cieniu promotorzy salonowego medium. Warto się temu przyglądać. W tej sytuacji należy też apelować do przedstawicieli obecnej władzy o omijanie szerokim łukiem pewnych warszawskich ulic, na przykład Czerskiej oraz Wiertniczej. Szkoda na to czasu i przyzwoitości. Groteskowe próby montowania przez salon „ruchów społecznych” broniących demokracji są tak żenujące, iż nie warto swoją obecnością w ulokowanych na wspomnianych ulicach mediach uwiarygodniać ich – niekoniecznie ostatnich – paroksyzmów.

Łukasz Karpiel

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


*