MSZ po paszkwilu Fareed Zakari, kumpla Anne Applebaum, poszło drogą „murzyńskości”!

0.00 avg. rating (0% score) - 0 votes

Oczom i uszom nie wierzę! Polskie MSZ postanowiło wystąpić do CNN i „Washington Post” o możliwość przedstawiania swojej opinii na temat tego, co się w Polsce dzieje. Komunikat powstał w reakcji na tendencyjne publikacje zamieszczone we wskazanych mediach. Kompromitacja na całej linii, ale to się może zdarzyć każdemu. Sam też się wygłupiłem, niestety nie tak bardzo jak polskie MSZ i piszę „niestety” bez żadnego przekąsu, bo wolałbym, aby MSZ nie wygłupiało się w ogóle. Parę dni temu napisałem coś, co w zasadzie jest generalną regułą. Odnosząc się do „materiału’ CNN na temat Polski stwierdziłem, że nikt w dużej amerykańskiej stacji telewizyjnej nie robi takich akcji przypadkiem, zawsze wchodzi w grę gruba kasa albo jakiemuś wyrobnikowi otwierają się drzwi do kariery.

Powinienem był jednak sprawdzić ten konkretny przypadek i wówczas nie ośmieszyłbym się ślepym strzałem, że za tą produkcją stoją amerykańskie korporacje, które straciły grube miliony na zatrzymanych w Polsce kontraktach. Sprawa jest tak banalna i mała, że wstyd się przyznać, ale wyśpiewam wszystko, ponieważ surowa lekcja przyda się nam wszystkim. Zacznijmy od podstawowych danych. Paszkwil na „rządy polskiej prawicy” nie poszedł w głównym wydaniu informacji, jakby się mogło wydawać po reakcjach mediów w Polsce. Wszystko czym się w Polsce tak wielu podnieciło i wpędziło w depresję odbyło się w ramach popołudniowego, autorskiego, programu. Gospodarzem tego widowiska jest hinduski imigrant, niejaki Fareed Zakaria. Odnosząc to do polskich realiów, nie mówimy o „Faktach”, „Wydarzeniach”, ani nawet „Kropce nad i”. Mamy do czynienia najwyżej z Morozowskim i jego „Tak jest”, taka to skala rażenia, taka waga i prestiż programiku pana Hindusa. Dla porządku dodam, że nie nazywa się to „Tak jest”, ale „Fareed Zakaria Global Public Square”.

Kim jest autor tej popołudniówki o oglądalności 10 krotnie niższej od „Rolnik szuka żony”? Syn hinduskich polityków, z wykształcenia politolog związany z dwoma uczelniami Yale i Harvard, gdzie zrobił doktorat z filozofii. Zawodowo też na bogato, przez klika lat pracował w międzynarodowym wydaniu „Newsweek” gdzie był redaktorem naczelnym, obecnie ma swoją kolumnę w „Washington Post” i wspomniany program autorski w CNN. Poglądy polityczne nie powinny zaskakiwać, to „centrowy” liberał i w tej chwili zwolennik demokratów, tęczowych płci i miłości do islamu. Co ciekawe naraził się słynnej żydowskiej Lidze Przeciwko Zniesławieniu, co mogłoby budzić sympatię, gdyby nie powód konfliktu. Otóż pan Hindus stanął w obronie islamistów, twierdząc, że to cudowna religia i wyznawcy, tylko jakiś tam odłam radykałów psuje ogólną sielankę. Trudno mu się dziwić, jego ojciec Rafik Zakaria, był islamskim duchownym i członkiem Indyjskiego Frontu Narodowego. Jak widać panu Fareedowi radykalna prawica, nacjonalizm i fanatyzm religijny nie przeszkadza, ale musi to wszystko mieć odpowiednią barwę.

Życie prywatne? Nie wnikam, poza jedną ciekawostką i jednocześnie kluczem do „zagadki”. Fareed Zakaria to kolega ze studiów i z redakcji „Washington Post”, doskonale w Polsce znanej Anne Applebaum. Właściwie w tym miejscu mógłbym zakończyć prezentację hinduskiego specjalisty od polskiej polityki, ale jak wiadomo Państwo „Sikorsky” mają szczególnego rodzaju znajomych i pod tym względem i hinduski kumpel też się nie wyróżnia. Skłonność do łatwego życia na cudzy koszt i sprzedawanie się kolejnym formacjom politycznym – wypisz wymaluj Radosław c Chobielina. Fareed Zakaria popierał w USA chyba wszystko i chyba przeciw wszystkiemu protestował. W 2003 roku był gorącym zwolennikiem wojny w Iraku, co więcej zarzucano mu, że opracował raport dla Busha, który stał się podstawą do amerykańskiej interwencji. W 2008 roku ostro krytykował „agresję” na Irak i stał po drugiej stronie barykady, popierając Baracka Obamę. Politycznie do wynajęcia, ale też się nie przepracowuje. W 2012 roku splagiatował artykuł z „New Yorkera” napisany przez Jill Lepore. Przyciśnięty do muru, jak Radek rachunkiem za wina, w końcu wykrztusił przeprosiny.

Wszystkie powyższe informacje zebrałem przy niewielkim wysiłku, korzystając z anglojęzycznych stron i translatora, bo jestem jedną z tych ofiar PRL-u, które kończyły LO z obowiązkowym językiem radzieckim, a o angielskim wtedy nikt nie słyszał. Wtrącam tę osobistą dygresję, żeby podkreślić niewytłumaczalne i „murzyńskie” zachowanie MSZ. Jak mniemam w ministerstwie po pierwsze są ludzie, którzy znają angielski, po drugie mają Internet, po trzecie mają ambasadę i Polonię w USA, które doskonale znają tamtejsze obyczaje i stosunki. Pomimo tego wszystkiego, co MSZ ma do dyspozycji, znów zaczyna się podejmowanie decyzji na podstawie przedruków w GW i ogłoszeń parafialnych w TVN. Na miły Bóg! Czy jakikolwiek szanujący się kraj wystąpi, na najwyższym dyplomatycznym szczeblu, o możliwość przedstawienia swojej opinii, w odniesieniu do felietonu jakiegoś plagiatora, który się produkuje dla 600 tysięcy widzów? Przed podjęciem tej kuriozalnej i naszpikowanej kompleksami decyzji, ktoś w MSZ zadał sobie trud i ustalił podstawowe fakty?

Kolejny raz mamy do czynienia z klasyką zaprzaństwa. Sołtys i sołtysowa z Chobielina podrzucili gotowca hinduskiej kserokopiarce i to cała tajemnica „co napisała prasa na zachodzie?”. Trzeba mieć nie po kolei w głowie, żeby z tej „okazji” wydawać komunikat MSZ i domagać się przedstawienia polskiego stanowiska, a tym samym tłumaczenia się w popołudniówce CNN i na ostatnich kolumnach „Washington Post”. Takie sprawy załatwia się na poziomie kanałów dyplomatycznych najniższego szczebla. Wystarczyło podrzucić jakiejś polskiej gazecie życiorys Fareeda Zakaria i zrobiłoby się wesoło wokół kompromitacji polskiego donosiciela i jego żydowskiej żony. Obiecałem, że gdy zobaczę w rządach PiS skrajną głupotę, to natychmiast podniosę larum. To jest skrajna głupota, brak profesjonalizmu i przede wszystkich kompleks białego murzyna z polskiej kolonii. Od polskiego MSZ domagam się szacunku dla Polski, co między innymi oznacza, że nad takimi szmatławymi publikacjami powinien się pochylić asystent podsekretarza stanu i to na prostej zasadzie repliki. Zlecić napisanie w „The Washington Times” lub pokazanie w „Fox News” laurki opisującej cudowne życie nad Wisłą. Szanowny Panie ministrze Waszczykowski nie idź tą drogą, bo to droga „murzyńskości”.

MatkaKurka, kontrowersje.net

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


*